Zachęcam więc was do uważnego czytania (czasem dobrze ukrytych) składów produktów, które często mają niewiele wspólnego z tym, co jest napisane na etykiecie.
Dzisiaj zajmiemy się jogurtami owocowymi. Trochę białka, trochę witamin- wszystko fajnie, ale gdzie są te owoce? Często, czytając skład jogurtów na pierwszym bądź drugim miejscu widzę CUKIER (a po co go aż tyle?), następnie mnóstwo chemii, szcztucznych barwników i konserwantów. Nie zapominajmy, że często cukier chowa się pod wszelakimi nazwami: glukoza, syrop glukozowy, glukozowo-fruktozowy... Co następny, to gorszy.
W takim jogurcie znajdują się również substancje mające zapewnić dłuższą trwałość, tak zwane konserwanty. W tym przypadku im krótsza data przydatności do spożycia, tym lepiej!
No i spotykamy się również z mlekiem pasteryzowanym, czyli takim, które uległo procesowi pasteryzacji (zapewnia on oczywiście dłuższą trwałość, no bo bardziej się to producentom opłaca!). Sam proces pasteryzacji nie jest sprawą złą, jednakże obniża on w mleku zawartość składników odżywczych, takich jak wapń.
Dlatego więc, jeżeli już decydujemy się na 'sklepowy' jogurt owocowy, wybierajmy najlepiej te, które na liście mają wyłącznie:
- mleko
- żywe kultury bakterii (podane jakie)
- owoce
- ewentualny barwnik naturalny (np. z marchwi)
O wiele lepszym pomysłem jest zrobienie takiego jogurtu samodzielnie, co jest rzeczą dziecinnie prostą. Wystarczy zakupić jogurt naturalny i zmiksować go blenderem z dowolnie wybranym owocem, ewentualnie z dodatkiem miodu.
Smakuje tak samo, jak nie lepiej, a jest na pewno o wiele zdrowsze.
Autorka: Kinga
Autorka: Kinga
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz